środa, 26 marca 2014

Akwarium w Genui

Odkąd jestem mamą, jak każda kobieta, codziennie staję na głowie, podpieram się nosem i uszami, a czasami nawet chwytam się brzytwy, żeby stworzyć odpowiednią mieszankę z niezliczonych obowiązków i należytego matkowania.
Nie zawsze mi się to udaje, ale czasami są takie dni, jak na przykład wczoraj, że pojawi się świetna okazja połączenia przyjemnego z pożytecznym.
Musiałam pojechać do Genui, żeby odebrać dokument, którego z niezrozumiałych dla mnie powodów, nie można było uzyskać ani pocztą ani tym bardziej mailem. Trzeba się było stawić osobiście w urzędzie, postać w kolejce i zapłacić. A że taki wyjazd to w moim przypadku strata połowy dnia, to zabrałam ze sobą Nicko (licząc na fory w urzędzie) i zrobiliśmy sobie wycieczkę.

Z czego słynie Genua? Z wąskich, mrocznych uliczek, z pesto alla genovese i oczywiście z ogromnego Akwarium (tutaj link), w którym zgromadzono ponad 600 gatunków zwierząt.
Zaraz więc po odstaniu swojego w urzędowej kolejce (niestety nikt się nad nami nie zlitował, pomimo że uzbroiłam Nicko w zestaw hałaśliwych zabawek) przebiegliśmy po deszczowej Genui slalomem omijając kałuże i zmoczeni, ale szczęśliwi odetchnęliśmy z ulgą na wejściu do Akwarium.
Pomimo, że jeszcze nie zaczął się sezon turystyczny, że był środek tygodnia, a nie weekend i że lało jak z cebra, nie brakowało wśród zwiedzających wycieczek szkolnych, rodzin, czy matek z dziećmi.
Były mamy reporterki
“Kochanie, ustaw się do zdjęcia! Poczekaj, właśnie zbliża się rekin, utrzymaj pozę. O tak, nie ruszaj się! Zapłaciłam za bilet 24 euro (!!!), więc teraz będę pstrykać zdjęcia dopóki mi karta pamięci nie pęknie! No uśmiechnij się, przecież świetnie się bawisz!”  W odpowiedzi dziecko robiło jeszcze bardziej naburmuszoną minę, a mama się bulwersowała, że znowu zdjęcie jej nie wyszło.
Były mamy zjedz coś jeszcze 
Dawały dziecku do wyboru trzy różne słodkie bułki i soczek w kartoniku mówiąc: “Słonko, zjedz coś jeszcze! Od drugiego śniadania jeszcze nic nie jadłeś (była 11.30, więc dziecko na głodzie od co najmniej godziny!)
Były wreszcie mamy tresowane
To moja ulubiona kategoria, bo się do niej zaliczam. Zabawa polega na tym, ze dziecko znienacka zrywa się i zaczyna biec nie oglądając się za siebie, a często nie patrząc też przed siebie (prawdopodobnie ono samo nie wie, gdzie patrzy). Dobrze wytresowana matka rzuca się za nim biegiem i goni dopóki nie złapie. Potem powtarza po raz trzy tysiące setny, że nie wolno uciekać mamie i grozi paluszkiem. Dziecko potakuje i reprymenda działa do następnego odpału, którego jednak nawet najlepiej wytresowana matka nie jest w stanie przewidzieć.
Na szczęście korytarze Akwarium w Genui są długie i szerokie, z pewnością zaprojektowane z myślą o tresurze matek, więc dziecko ma się gdzie wybiegać, a przy okazji może zobaczyć rekiny, delfiny, pingwiny, foki, meduzy, koniki morskie, rozgwiazdy i wiele innych niespotykanych cudów natury.
Na pamiątkę zostaną wspomnienia wspaniałej przygody i garstka zdjęć (bo oczywiście ja też pstryknęłam kilka razy aparatem, ale że kategoria matek reporterek budzi mój szczery wstręt i odrazę, fotek mam w sumie niewiele).

Akwarium w Genui

Akwarium w Genui

Akwarium w Genui


11 komentarzy:

  1. To ja jestem połączeniem wszystkich trzech typów mam z naciskiem na ten pierwszy. Szkoda, ze w Polsce nie ma takich akwariów, bo mój Kuba uwielbia rekiny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wątpię, że jesteś taka, jak mamy, które widziałam wczoraj... one naprawdę przesadzały ze zdjęciami. Nie liczyły się zwierzęta, nie liczyły się dzieci, tylko fotki miały znaczenie. Uwierz mi, że przykro było na to patrzeć...
      Nie wiem, ile Kuba ma lat, ale dzieci od lat 7 mogą spędzić w akwarium całą noc w towarzystwie nikogo innego jak właśnie rekinów! Mógłby to być dla niego super prezent ;)

      Usuń
    2. Zapraszam do Gdyńskiego Akwarium. Są rekiny

      Usuń
  2. Dobrze podsumawałaś mamusie, sama jeszcze nie wiem, do której z kategorii się zaliczam, poczekamy, zobaczymy:). Ja mam dużo zdjęć z Akwarium, bo mój mąż ma bzika na punkcie zwierząt wszelakich, ale na szczęście pstrykał je wtedy, gdy na świecie nie było Gai. A Genua dla mnie jest przede wszystkim zbiorem niekończącej się ilości schodów, których szczerze nienawidzę:). Cieszę się, że wypad Wam się udał, mimo okropnej pogody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wypad był super! Genua, fakt, trochę niewygodna z tymi schodami, ale w sumie da się lubić ;) Akwarium jest niesamowite! Szkoda, że miałam tylko ajfona, bo fotki są jakie są...

      Usuń
  3. W Polsce jeszcze kilka typów by się znalazło... Matka bijąca i Matka "nie wiem co się dzieje"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matka "nie wiem co się dzieje", już na wstępie budzi moją sympatię ;)

      Usuń
  4. Magiczne miejsce a zdjęcia świetnie to oddają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety zdjęcia robiłam zwykłym ajfonem... ty z twoim aparatem napewno dużo lepsze zrobisz ;)

      Usuń
  5. O! Witaj ach mamo! ;-) Widzę, że nie tylko nazwa bloga "nas łączy". W Genui byliśmy chyba 3 lata temu. Akwarium świetne! I jeszcze pyszne smażone rybki chroniące jak frytki często wspominam ;-) Pozdrawiam, ach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo świat wydaje się wielki, a taki jest malutki! Cieszę się, że na mnie wpadliście :))))

      Usuń